Miał być elegancki sklep z garmażerką, będzie lumpeks – czyli sprawa Rezydencji Foksal

Joanna Marska-Romaniszyn    28 października 2015    Komentarze (0)

czy wspólnota moze zakazać działalności gospodarczej

Pewnie słyszałeś już historię sporu warszawskiej wspólnoty mieszkaniowej „Rezydencja Foksal” i restauratora Piotra Pielichowskiego, znanego z udziału w programie „Master Chef”. Jeśli nie wiesz, o co chodzi, to spróbuję opisać – chociaż jest to trudne, bo media podają sprzeczne informacje, a kwestie prawne (jak to zwykle bywa) zostały przez dziennikarzy pominięte albo przedstawione delikatnie mówiąc nierzetelnie (1) (już nie wspominam o absurdalnych teoriach prawnych, które przedstawiają w komentarzach pod artykułami internauci).

Z tego co rozumiem, to pan Pielichowski jest najemcą lokalu użytkowego (według innej wersji jest właścicielem tego lokalu), mieszczącego się w budynku „Rezydencji Foksal”. W budynku tym mieszczą się luksusowe (i bardzo drogie) apartamenty, a mieszkańcy mogą korzystać z różnych udogodnień, choćby z centrum spa i fitness (ciekawostką jest, że „Rezydencja” posiada nawet swoją stronę na wikipedii). Deweloper na stronie internetowej opisując inwestycję podkreśla jej prestiżowy i luksusowy charakter, a w części adresowanej do potencjalnych kupujących lokali użytkowych możemy przeczytać:

„Ekskluzywna lokalizacja, ponadczasowy styl, najwyższa jakość – trudno o lepsze miejsce na luksusowy butik, elegancką galerię czy salon spa niż Rezydencja Foksal. Renoma budynku oraz jego położenie tuż przy Trakcie Królewskim dobitnie podkreślają klasę najemców. Szlachetne materiały wykończeniowe i nowoczesne technologie gwarantują komfort oraz licującą z pozycją marki atmosferę wnętrz, zaś mieszkańcy apartamentów, ich goście oraz najemcy biur w Rezydencji – najbardziej pożądaną klientelę.”

Wspomniany restaurator chciał otworzyć w lokalu coś w rodzaju delikatesów z „luksusowym garmażem”, a jego klienci mogliby również spróbować na miejscu owych specjałów. Lokal nie spełniał wymogów technicznych dla lokalu gastronomicznego i pan Pielichowski postanowił go dostosować.

Tu dochodzimy do kwestii prawnych, które niestety w gazetach przedstawiono bardzo niejasno. Z tego co rozumiem, dostosowanie lokalu wiązało się z ingerencją w części wspólne nieruchomości (podłączeniem do systemu wentylacji w budynku – być może coś jeszcze, np. przebicie ściany), a to wymaga zgody wspólnoty mieszkaniowej (a dokładnie podjęcia uchwały przez wspólnotę). Właściciele lokali w „Rezydencji Foksal” nie wyrazili zgody (nigdzie nie znalazłam oficjalnego wyjaśnienia, z jakiego powodu – dziennikarze sugerują, że według mieszkańców obecność jakiegokolwiek lokalu gastronomicznego kłóciłaby się z prestiżowym charakterem apartamentowca).

Każdy prawnik w takim momencie by poradził panu Pielichowskiemu zaskarżenie uchwały wspólnoty do sądu (jeśli jest właścicielem lokalu, to ma takie prawo – jeśli jest najemcą, mógł to zrobić wynajmujący, czyli właściciel lokalu) (2). Czy tak się stało? Żaden artykuł o tym nie wspomina, więc prawdopodobnie nie. Być może przegapiono termin na wniesienie sprawy do sądu, albo może w sprawie są dodatkowe okoliczności, o których żadna ze stron nie wspomina.

Najwyraźniej zamiast sięgnąć po środki prawne restaurator postanowił zastosować nieco inne środki perswazji. Okleił szyby swojego lokalu bijącymi po oczach informacjami, że zamierza otworzyć lumpeks i punkt dezynsekcji ubrań (wraz z usługą usuwania robaków). Czyli usługi delikatnie mówiąc mało prestiżowe.

Piotr Pielichowski twierdzi, że naprawdę zamierza taką działalność w lokalu prowadzić. Jednak zarówno mieszkańcy budynku jak i opinia publiczna uważają, że oklejenie okien to jedynie zemsta na wspólnocie i ośmieszenie mieszkańców tak czułych na punkcie prestiżu. Ale jednocześnie ostrzeżenie: zawsze w lokalu może powstać coś jeszcze mniej prestiżowego niż sklep z oryginalną garmażerką, i wspólnota nie będzie miała nic do powiedzenia.

Internauci stanęli w większości murem za restauratorem, a postawa mieszkańców „Rezydencji” spotkała się nie tylko z krytyką, ale i z najzwyklejszym internetowym hejtem.

Zarząd wspólnoty straszy, że podejmie „wszelkie możliwe czynności w celu przywrócenia należytego ładu architektonicznego i prestiżowego wizerunku nieruchomości”, ponieważ „bezwzględne i prowokacyjne praktyki” Pielichowskiego „mogą wywołać duże szkody dla Naszej nieruchomości, która odbierana była do tej pory jako symbol luksusu i elegancji”.

Być może sprawa skończy się w sądzie. Z pewnością byłaby bardzo ciekawa z prawniczego punktu widzenia.

.

Dlaczego poruszam ten temat na blogu?

Ponieważ historia z lumpeksem to świetny przykład by pokazać, na ile możesz opierać się na deklaracjach dewelopera, jaki rodzaj lokali usługowych powstanie w budynku, w którym zamierzasz kupić mieszkanie. A także – na ile Ty jako członek wspólnoty będziesz mieć wpływ na to, co właściciel innego lokalu będzie w swoim lokalu robił.

Jak to wygląda z prawnego punktu widzenia, możesz przeczytać tutaj.
.
.
(1) opierałam się m.in. na artykułach z Gazety Wyborczej tu i tu oraz Super Expressu tu
(2) jeśli interesuje Cię ten temat, to polecam ten wpis na blogu Wspólnoty małe i duże

Save

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Cieszę się, że chcesz skomentować ten wpis – pamiętaj jednak, że na blogu nie udzielam porad prawnych. Jeśli jesteś zainteresowany taką poradą albo masz pytania dotyczące Twojej umowy deweloperskiej, napisz do mnie na adres joanna.marska@umowazdeweloperem.pl.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: